Taka już ze mnie osóbka, która lubuje się w próbowaniu nowych rzeczy. Jeśli na dodatek są one jeszcze zdrowe to często nie powstrzyma mnie też zawyżona cena. Potrzeba spróbowania jest czasem o wiele większa.
Te dwie rzeczy, moje zimowe doły i chęć próbowania doprowadziły mnie dziś w sklepie przed półkę ze zdrową żywnością. Kiedy jem smacznie, a na dodatek zdrowo to czuję się nie tyle zdrowiej fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie. Dzisiaj do koszyka powędrował napój aloesowy o ponętnym jak dla mnie smaku mango. To co wyczytałam o nim w internecie przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
"Napój z miąższem aloesu pomaga:
- przyspiesza regenerację organizmu po intensywnym wysiłku fizycznym,
- pomaga szybciej wrócić do formy po kontuzjach,
- jest znakomitym napojem izotonicznym,
- stabilizuje poziom cukru we krwi,
- zmniejsza poziom cholesterolu we krwi
- zapobiega powstawaniu kamieniu nerkowych
- obniża ciśnienie krwi
- chroni nerki
- poprawia utlenienie krwi
- zwiększa wydajność układu krążenia"
- jest znakomitym napojem izotonicznym,
- stabilizuje poziom cukru we krwi,
- zmniejsza poziom cholesterolu we krwi
- zapobiega powstawaniu kamieniu nerkowych
- obniża ciśnienie krwi
- chroni nerki
- poprawia utlenienie krwi
- zwiększa wydajność układu krążenia"
Jeśli wierzyć opisom takowy napój jest lekiem na całe zło tego świata. Coś we mnie w środku mi podpowiada: "nie słuchaj, to same brednie", ale drugi głosik w mojej głowie mówi, że musi być w tym chociaż część prawdy, a to już dużo. Skoro już nie mogłam się powstrzymać i kupiłam płynne Aloe Vera to trzeba było wypróbować. Oh! Ah! Eh! Tu powinna nastąpić litania zachwytów na temat tego produktu! Był przepyszny, orzeźwiający, a zarazem lekki i nie za słodki. Jeśli dodatkowo posiada choć ułamek przypisywanych mu właściwości to tym bardziej było warto. A nawet jeśli nie to jest pyszny.
Wbrew temu co twierdzi wiele osób, zdrowe jedzenie może być bardzo smaczne. "W zdrowym ciele zdrowy duch" wmawiane nam na każdym kroku może mieć w sobie trochę racji. Bo jedząc zdrowo poczuje się lepiej moje ciało, a mój duch bez wyrzutów sumienia przeboleje zimowy okres i doczeka wiosny. Ehh no to byle do wiosny.
Ciaoo, Zuz
P.S.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz