Dziś do Bydgoszczy zawitała zima. I to nie byle jaka, bo przyszła w towarzystwie Ksawerego. Sympatycznie nazwany, wcale tak sympatycznym się nie okazał. Przy takiej pogodzie odechciewa się wychodzić z domu. Na moje szczęście dziś nie mam zajęć i wychodzić nie musiałam. Mój dzisiejszy dzień ograniczył się do czytania książki, zajadania mikołajkowych łakoci, podziwiania białej zadymki za oknem i współczucia tym biedakom, którzy w tą pogodę musieli opuścić pielesze. Mając takie zasoby czasu postanowiłam popieścić podniebienie i tym oto sposobem powstało coś, co lubię nazywać '
śniadaniem królów'. Są to różne wariacje śniadaniowe, a tym co odróżnia ten posiłek od każdego innego jest jego celebracja (najlepiej z rodziną i przyjaciółmi).
Dzisiejszy śniadaniowy pomysł zaczerpnęłam z warszawskiej knajpki 'Charlotte' serwującej francuskie pieczywo. Każdemu odwiedzającemu stolicę polecam to miejsce na Placu Zbawiciela. Warszawiakom zapewne polecać nie muszę, bo miejsce to jest ostatnio dość znane, ale jeśli ktoś jeszcze nie słyszał, bądź słyszał, a jeszcze nie był, to gorąco polecam. Wracając do samej kanapki, która jak można zauważyć wyglądała nieco niepozornie.
Wierzcie na słowo: jest
przepyszna! Ciemne, grillowane pieczywo połączone z kozim serem, miodem i tymiankiem to połączenie, które z samego założenia nie zjadłabym, bo jestem przeciwnikiem łączenia słodkiego ze słonym. W Warszawie się dałam namówić i... wpadłam jak śliwka w kompot. Powstała kompozycja idealna, którą na zimowy poranek polecam każdemu smakoszowi. Popijana gorącą herbatą z cytryną, miodem i przyprawami korzennymi stała się promyczkiem słońca w ten wietrzny dzień. Ehh, rozmarzyłam się, więc chyba już pora skończyć się rozpływać :). A przy okazji zgłodniałam, więc chyba pora coś przekąsić. Anuż wpadnie mi do głowy coś na tyle smacznego, że już jutro podzielę się tym na blogu.
Ciaaooo, Zuz