Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moja kuchnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 grudnia 2013

Sałatkowa historia... czyli domowe Salad Story

Skoro już dopadła mnie bezsenność to nie będę marnować czasu i napiszę o moim ulubionym zdrowym śniadanku. Dobre również jako kolacja, a czasem i obiad. W moim przypadku wygląda to tak, że mogę je jeść o każdej porze dnia i nocy. Po raz kolejny moje ulubione połączenie - zdrowo i smacznie, a dodatkowo pożywnie. Jest to sałatka do której możecie wrzucić co tylko macie w lodówce, w mojej wersji są to najczęściej:

Składniki:
  • mieszanka sałat(do kupienia w sklepie, umyta, gotowa do jedzenia)
  • suszone pomidory
  • ser mozarella
  • wędzony ser twarogowy
  • makaron pełnoziarnisty
  • pomidorki koktajlowe
  • słonecznik (duuuużo słonecznika :P)
  • sos balsamiczny( oliwa+ocet balsamiczny+odrobina cukru)

Taka sałatka jest zdrowa i niezwykle sycąca, a jak dla mnie smakuje doprawdy wybitnie! Co prawda zapach balsamico jest dla niektórych z początku odpychający to warto się skusić, bo spróbować warto. Moja mama z początku kręciła nosem, a teraz wcina aż miło. :)
Ciaooo, Zuz

Sałatkowo



piątek, 13 grudnia 2013

Ciasteczka owsiane...

Dieta to coś z czym raz na jakiś czas zmaga się każda kobieta. Słyszałam o różnych różnistych, niektóre nawet wypróbowywałam. Kłamać nie będę - wytrzymałam raptem 2-3 dni. W wieku 23 lat powinnam już być dojrzałą matroną, która powinna mieć męża i 3 dzieci. Jak się można domyślić tą sprawę już skopałam. Za to uznajmy, że posiadam już pewną wiedzę życiową i wiem, że najskuteczniejszym sposobem na stracenie niechcianych kilogramów jest zbilansowana dieta zgrana z ćwiczeniami fizycznymi. No i wyników nie należy spodziewać się od razu. One dopiero przyjdą z czasem, ale przynajmniej utrzymają się w przeciwieństwie do tych zrujnowanych efektem jojo.

Zatem postanowienie diety już jest. Co zatem ze słodkościami? Puste kalorie, puste kalorie, puste kalorie. TAK WIEM! Ale każdy z nas ma czasem ochotę na chwileczkę zapomnienia... Co wtedy? Ha! I tu mam ja, proszę państwa, rozwiązanie! Ciasteczka owsiane - pyszne, słodkie i co najważniejsze zdrowe.
Przepis, który podam jest tylko bazą. Każdy może go swobodnie interpretować i dodawać takie składniki, które najbardziej mu smakują. Oczywiście jeśli chcemy latem prezentować nowe bikini na plaży, nie radziłabym dorzucać czekolady czy m&ms'ów ;).

Składniki:
350 g mąki żytniej
200g płatków owsianych
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
2 jaja
180g brązowego cukru
100 ml miodu
125 ml oleju
orzechy, migdały, suszona żurawina -
co tylko lubimy, w takich ilościach w jakich tylko lubimy ;)

Wykonanie:
Nagrzać piekarnik do 180 stopni. Mąkę, płatki, proszek do pieczenia zmieszać razem. Jajka, cukier, miód i olej zmieszać razem, dodać ze 4 łyżki wody, domieszać suche składniki i bakalie. Jeśli nadal jest bardzo zwarte - dodać jeszcze trochę wody. Na blachę położyć papier do pieczenia, nakładać masę po 1 łyżce i piec ok. 15-20 minut, zależy od piekarnika.

Życzę smacznego!





piątek, 6 grudnia 2013

W śnieżną zadymkę... Śniadanie królów.

Dziś do Bydgoszczy zawitała zima. I to nie byle jaka, bo przyszła w towarzystwie Ksawerego. Sympatycznie nazwany, wcale tak sympatycznym się nie okazał. Przy takiej pogodzie odechciewa się wychodzić z domu. Na moje szczęście dziś nie mam zajęć i wychodzić nie musiałam. Mój dzisiejszy dzień ograniczył się do czytania książki, zajadania mikołajkowych łakoci, podziwiania białej zadymki za oknem i współczucia tym biedakom, którzy w tą pogodę musieli opuścić pielesze. Mając takie zasoby czasu postanowiłam popieścić podniebienie i tym oto sposobem powstało coś, co lubię nazywać 'śniadaniem królów'. Są to różne wariacje śniadaniowe, a tym co odróżnia ten posiłek od każdego innego jest jego celebracja (najlepiej z rodziną i przyjaciółmi).
Dzisiejszy śniadaniowy pomysł zaczerpnęłam z warszawskiej knajpki 'Charlotte' serwującej francuskie pieczywo. Każdemu odwiedzającemu stolicę polecam to miejsce na Placu Zbawiciela. Warszawiakom zapewne polecać nie muszę, bo miejsce to jest ostatnio dość znane, ale jeśli ktoś jeszcze nie słyszał, bądź słyszał, a jeszcze nie był, to gorąco polecam. Wracając do samej kanapki, która jak można zauważyć wyglądała nieco niepozornie.


Wierzcie na słowo: jest przepyszna! Ciemne, grillowane pieczywo połączone z kozim serem, miodem i tymiankiem to połączenie, które z samego założenia nie zjadłabym, bo jestem przeciwnikiem łączenia słodkiego ze słonym. W Warszawie się dałam namówić i... wpadłam jak śliwka w kompot. Powstała kompozycja idealna, którą na zimowy poranek polecam każdemu smakoszowi. Popijana gorącą herbatą z cytryną, miodem i przyprawami korzennymi stała się promyczkiem słońca w ten wietrzny dzień. Ehh, rozmarzyłam się, więc chyba już pora skończyć się rozpływać :). A przy okazji zgłodniałam, więc chyba pora coś przekąsić. Anuż wpadnie mi do głowy coś na tyle smacznego, że już jutro podzielę się tym na blogu.

Ciaaooo, Zuz